- Żarty sobie ze mnie stroisz?!

- O to się nie martw - powiedziała, strzelając gumą. - Mówiłam ci, nie byłam z nim związana, nie osobiście. - A jeśli odkryję co innego? - Nie odkryjesz. - Mam nadzieję, że nie kłamiesz. Myślę, że jesteś profesjonalistką i nie zrobiłabyś takiego głupstwa. - Dobrze myślisz. - Nie chciałbym potem tłumaczyć prokuratorowi okręgowemu, że spieprzyliśmy sprawę, bo jedna z policjantek pracujących nad nią miała romans z denatem. - Nie gadaj, tylko jedź - warknęła, zakładając okulary słoneczne i zapalając papierosa. - I przestań mnie denerwować. Oboje dłużej pożyjemy. Caitlyn wjechała do garażu, powtarzając sobie, że nie może, absolutnie nie może zakochać się w swoim psychoterapeucie. To byłoby szaleństwo. Weszła do domu i przywitała się z Oskarem, tarmosząc go za uchem, a potem odsłuchała otrzymane wiadomości. Ani słowa od Kelly. - Nagle przestała się odzywać - zamruczała do siebie, poszła w kierunku schodów i zatrzymała się w korytarzu. Coś było nie tak... coś się nie zgadzało. Zapach. Czyjeś perfumy. A może tylko jej się zdaje? Zaniepokojona, powtarzając sobie, że to tylko wyobraźnia, weszła na górę do gabinetu. Wszystko na swoim miejscu... na pewno? Zawsze zostawia myszkę z boku, a teraz myszka leżała z przodu, kilka centymetrów dalej. A może sama ją tam zostawiła w roztargnieniu? - Dziwne - wyszeptała i zaczęła przeglądać pocztę elektroniczną. Wreszcie jakaś wiadomość od Kelly. Caitlyn usiadła i przeczytała. Przepraszam, że do ciebie nie przyjechałam. Nie było mnie w mieście. Praca, praca, praca! Chciałabym powiedzieć, że jest mi przykro z powodu Josha, ale obie wiemy, jaki był z niego kutas. Dobrze się stało. Mam nadzieję, że cię nie uraziłam. Buziaki, Kelly. I wszystko. Uraziłam? Od kiedy to Kelly martwi się, czy kogoś nie uraziła? Caitlyn wyłączyła komputer, przesunęła myszkę na właściwe miejsce, pomyślała, że pewnie coś jej się pomyliło ze zmęczenia. Nikogo tu nie było. Była tego prawie pewna. Prawie. Rozdział 16 Caitlyn! Caitlyn Bandeaux! Kelly wzdrygnęła się i zapłaciła dziewczynie za barem dwa dolary za kubek mrożonej kawy. - Reszty nie trzeba. - Może kobieta, która wzięła ją za Caitlyn, odkryje swoją pomyłkę i da jej spokój. Nic z tego. - Pamięta mnie pani? Kelly spojrzała przez ramię. Nie pamiętała. - Przykro mi.
kelnerki. – Opowiadaj o starym, dobrym Bentzu.
Ich romans był burzliwy, namiętny i skończył się gwałtownie, bo Bentz poznał Jennifer.
wynajmował dom dla wytworu własnej wyobraźni? Zastanawiam się, ile ona naprawdę o sobie wiedziała. W każdym razie jakiś wędkarz zauważył coś w rzece i wysłaliśmy tam nurków. Znaleźli białą mazdę. Ma numer rejestracyjny samochodu Marty Vasquez. - Czy w środku jest jej ciało? Morrisette spojrzała mu prosto w oczy. - Jest jakieś ciało. - Montoya wie? - Już tam jest. - Cholera. Jedziemy. Pognali niemal z prędkością dźwięku. Za kierownicą siedziała Morrisette, dając sobie jednocześnie radę z papierosem, komórką i samochodem. Kiedy przyjechali na miejsce, akurat wyciągano z wody samochód. Za kierownicą tkwiły zwłoki w takim rozkładzie, że nie można ich było zidentyfikować. Kolejna ofiara Amandy Montgomery, tej cholernej psychopatki. Reed widział jej sterylny gabinet z makabrycznym drzewem rodowym. Pokój zabezpieczono i teraz specjalna ekipa badała ślady. Patrząc na wyłowiony samochód, Reed uświadomił sobie, że ludzie Diane Moses będą mieli dużo pracy. Montoya już był na miejscu. Wyprostowany jak struna wpatrywał się w samochód. Morrisette i Reed podeszli do niego. - Wszystko w porządku? - zapytała Morrisette, sięgnęła do torebki po papierosy i poczęstowała Montoyę. Wziął papierosa i zapalił. - Tak. Akurat! - pomyślał Reed. - To jej samochód? - Tak. - Przykro mi - powiedziała Morrisette. - Wszystkim nam przykro. - Montoya zacisnął szczęki. Zasugerowano mu, żeby nie oglądał ciała w takim rozkładzie, ale on stał nieruchomo i ciemnymi oczami patrzył na to, co zostało z jego dziewczyny. Minie trochę czasu, zanim zostanie sprawdzona dokumentacja dentystyczna, jednak najprawdopodobniej za kierownicą znajdowało się ciało Marty Vasquez. Mięsień na twarzy Montoi drgał nerwowo, ale policjant szybko zaciągnął się papierosem i opanował drżenie. Ani Reed, ani Morrisette nie mogli już nic więcej zrobić. Nikt nie mógł. Caitlyn nie mogła się doczekać powrotu do domu. Męczyła ją bezczynność, telefony od dziennikarzy, oglądanie swoich zdjęć w gazetach, badania i ciekawskie spojrzenia psychiatrów. Nawet część personelu traktowała ją inaczej. Kiedy wszyscy myśleli, że śpi, podsłuchała, jak pielęgniarki plotkując niej. Nie, żeby w domu było lepiej.
żółkły na wypłowiałej od słońca werandzie. Wypłowiała również wbita w zakurzony trawnik
Bo sytuacja jest zła. I to bardzo zła.
Dzielnicy Francuskiej.
Wyjął fotografie z koperty i ułożył je w wachlarzyk na biurku. Wybrał to, na którym
– I tak masz wolne.
kilometrów.
Corrine masowała mu barki, usiłowała rozluźnić spięte mięśnie.
drzewa. Dogonił ją, zdyszany, zmęczony, podniecony. A potem kochali się w cieniu
Wiem, że spotykali się w San Juan Capistrano, w starym zajeździe.
Zbliżenie na ofiary, śliczne buzie, tak pełne życia.
silownia gdańsk

- W gruncie rzeczy podczas niej. Naprawdę! Kiedy ojciec mierzył z działa we flotę

Niełatwo będzie ją oszukać.
Wysłuchał ostatnich rewelacji na temat wizji Jennifer, porwania O1ivii i zdjęcia, które
– Rozmawiałeś z nią? Poważnie?
Niemcy

dreszcz, zrobiło mu się zimno. Chciał się od niej odsunąć, ale obejmowała go z całej siły.

siedzący koło niego. - Wypłata wyniesie trzy do jednego!
- Zbirom Dunmire'a niewiele czasu zajęło odszukanie mnie. Siedziałem akurat
Musiał bowiem, prócz pięciu wygranych tysięcy, rzucić na szalę swój apartament u
Wiskoza - zalety i wady

– Żeby wrócić, musisz być w świetnej formie, na sto procent, może na sto dziesięć.

podkrążone oczy, nieprzytomny wzrok i spływali potem. Poprawił się na krześle, obolały od
- Tak, wasza wysokość. Rozmawiali ze sobą przez jakiś czas. lady Parthenia też tam z
innym, niż mówiła. Została wprawdzie oszukana co do jej tożsamości, lecz rozumiała